Małżeństwo z miłości
Dodane przez tatadarek dnia Czerwiec 20 2014 16:52:04
Streszczona historia mojej rodzinyLink
Obecnie moi ukochani synowie unikają mnie i nie chcą żadnego kontaktu.
Ja walczę z wiatrakami … ale „taka rola ojca , by walczyć do końcaLink obrazuje naturalne relacje
Przemku i Wiktorku - jesteście wspaniałymi chłopakami a wasze życie niedługo rozkwitnie...Link...Link
Wasz tata się nie boi gdy ciemno jest, choć łza się kręci gdy słyszę Wasz śpiew Link
Tata nigdy nie życzył mamie złego, nigdy nic nie zrobił aby skasować przeszłość i te wszystkie wspaniałe chwile które razem przeżyli (20 lat!) , nigdy nie chciał aby zniknęła z jego życia – do dzisiaj uważa ją za żonę zgodnie z naszą katolicką wiarą i zasadami. Wciąż uważa ją za piękną i wartościową kobietę ,która jednak zbłądziła, która postępuje niegodnie, która sama stała się ofiarą i niewolnicą systemu antyrodzinnego. Nie pozwólmy na scenariusz ALIENACJILink
Rozszerzona zawartość newsa
Poznaliśmy się w 1989r. Ja 18 l. Ona 15 l. Oboje z rodzin robotniczych. Nasza miłość była wielka i wzajemna. Już w pierwszym miesiącu znajomości wiedziałem ,że chcę wziąć ślub , założyć rodzinę i spędzić całe życie z NIĄ.

Spotykaliśmy się codziennie, jeździliśmy na wycieczki, imprezy i wspólne wakacje. Były wzloty i upadki, sceny zazdrości, śmiech i płacz. Dwa razy „definitywne zerwanie” , płacz i znowu razem „już na zawsze” potem ślub w 1993r.

Zamieszkaliśmy w mojej kawalerce, wycieczki, wczasy, znajomi, imprezy – normalne życie z tym ,że ja utrzymywałem nas, budowałem własną firmę i grunt pod lepsze życie przyszłej rodziny, ona uczyła się w studium medycznym potem studiowała AWF. Nie poszła po liceum na studia bo lubiła dłużej i więcej się uczyć, poznawać nowych ludzi, imprezować … a budowanie własnej rodziny nie było najważniejsze. Wiele razy w małżeństwie wyrzucała ,że zabrałem jej młodość.

Nasz standard życia się polepszał, za własne pieniądze kupiłem dom, rozbudowałem i gdy już w nim zamieszkaliśmy zgodziła się na dziecko. W 2000r urodził się Przemek, w 2003r Wiktor.
Nasze szczęście rodzinne sięgało apogeum. Urządziłem ogród typowo rekreacyjnie aby dzieci mogły mieć raj jakiego my nie mieliśmy : piaskownica , zjeżdżalnia , hamak , mini fontanna , basen, dom wyposażyłem komfortowo – ona kontynuowała studia i robiła kosztowne kursy, miała pierwsze pretensje ,że wszystko bez jej udziału urządzałem. Jeździliśmy kilka razy w roku na wczasy zagraniczne , zimowe i letnie. Tak jak żonę , nauczyłem i pokazałem dzieciom radość z białego szaleństwa.

Rozpędzony zarabianiem coraz większych pieniędzy nie zauważyłem gdy zaczęły znikać a Alicja wciąż miała nowe i większe potrzeby : zdrowotno-odmaładzające (botox, lasery, kosmetyczka, preparaty cud, terapia spa i masaże) uniezależnienia finansowego (własne konto, gotówka bez tłumaczeń) więcej swobody towarzyskiej ( czasami bez męża gdzieś wyjść i się zabawić) prywatna terapia psychologiczna (gdyż jest w dołku, jest nieszczęśliwa ??? )

Nasze kłótnie były coraz częstsze, brak współżycia i wzajemne zdrady doprowadziło do małżeńskiej klęski.
W 2010r poprosiła o czasową separację , zakup mieszkania. Najlepiej to żebym ja się wyprowadził z domu (powiemy dzieciom ,że coś remontujesz...) a gdy od siebie odpoczniemy i wszystko się ułoży będziemy mogli mieszkanie wynajmować.
Po przeżytym szoku , groźbie samobójczej i jej ultimatum zgodziłem się na mieszkanie i separację z tym ,że wybrałem bliską lokalizację. Ona przejęła mieszkanie i jeden samochód. Koszty związane z dziećmi mieliśmy solidarnie pokrywać po połowie, na weekendy dzieci miała przyprowadzać do domu, w inne dni mogłem odwiedzać chłopców bez ograniczeń. Tłumaczyliśmy dzieciom ,że mają teraz dwa domy, nasze sprawy ich nie dotyczą, rodzice czasami nie mogą się porozumieć lecz oboje wciąż ich kochamy …

Chłopcy czuli ,że coś się dzieje nie tak lecz z czasem przywykli. Oboje staraliśmy się im to jakoś rekompensować, organizowaliśmy więcej atrakcji, ja byłem bardziej pobłażliwy i było ok.
Przez chwilę wierzyłem ,że separacja faktycznie zgodnie z jej zapewnieniami wychodzi nam na dobre. Organizowałem wspólne rodzinne święta. Gdy wynająłem domek nad morzem zaproponowałem Alicji aby pojechała z nami (zapewniłem neutralność i że niczego nie oczekuję).
Odmówiła , pojechałem sam z synami. Nie przyszła też na moje zaproszenie dla rodzinnych świąt wielkanocnych w 2011r … za to niespodziewanie otrzymałem pierwszy pozew sądowy o rozwód i alimenty. Szok, wyrzuty i tłumaczenia : „to adwokat tak napisał” „i tak żyjemy jak rozwiedzeni, będę miała profity w pracy” ...

Zawarliśmy pierwszą sądowną i pisemną ugodę. Wcześniejsze nasze ustalenia legły w gruzach.
Kolejnych kilka miesięcy bezproblemowych lecz teraz była coraz bardziej arogancka, twierdziła ,że nie chce żadnego kontaktu bo się mnie boi. Przyprowadzając dzieci pośpiesznie i pokazowo odchodziła spod furtki by mnie nie spotkać, gdy ja przychodziłem do bloczku wypychała synów na korytarz abym nie wchodził do mieszkania. Już nie kryła się z kochankiem a jedynie robiła przed dziećmi auto reklamę : „Artur jest dobrym człowiekiem, on pomaga ludziom” , „sms Artur już na was czeka” itd. a wobec mnie sugerowała dzieciom negatywne odczucia mówiąc w liczbie mnogiej : „po co przyszedłeś , czy chłopcy cię zaprosili ?” „gdy cię nie było mieliśmy wspaniały dzień” „daj nam spokój” itd.

2012r drugi pozew sądowy o podwyższenie alimentów. W trakcie procesu broniąc się argumentowałem wspaniałe relacje z synami i oprócz alimentów osobiste wydatkowanie na zaspokajanie potrzeb dzieci : wczasy , atrakcje, ubrania, wyżywienie i inne. Jako dowody przedłożyłem faktury , paragony i zdjęcia z dziećmi. Podczas następnych spotkań z synami zauważyłem ich nienaturalne zachowanie oraz „kamero-wstręt”. Dzieci prosiły aby wcześniej wracać do mamy, niczego nie chciały, na atrakcje takie jak : basen, wesołe miasteczko , wycieczki musiałem ich teraz namawiać.
Zdając sobie sprawę z postępu manipulacji i powodu sądownej szarpaniny uległem sugestii sądu aby zawrzeć kolejną ugodę.
Po uprawomocnieniu się ugody otrzymałem - trzeci pozew sądowy o majątek. W niedługim czasie zgodnie z sowiecką strategią noża w plecy powódka nasłała na mnie komornika za rzekomy wsteczny dług alimentacyjny.

Następne dni owocowały w wywoływane kłótnie przy dzieciach, pokazowe i aktorskie wołanie sąsiadki o pomoc podczas moich wizyt lecz przy braku jakiejkolwiek oznaki agresywności z mojej strony, dzwonienie na policję podczas wypraszania mnie z mieszkania, zmiana zamków w drzwiach i zabronienie dzieciom i sąsiadce otwierania mi. Wcześniej wraz z bratem żona zainscenizowała pod blokiem w dniu moich odwiedzin ucieczkę z dziećmi przede mną a Fryderyk M. próbował sprowokować mnie do bójki. Potem powiedziała dzieciom „wujek nas uratował”. Technik manipulacji było wiele przy czynnym udziale rodziny M. Brednie ,które opowiadali w sądzie moje dzieci zmuszone były pewnie słuchać na okrągło.
Link

Tata nigdy nie życzył mamie złego, nigdy nic nie zrobił aby skasować przeszłość i te wszystkie wspaniałe chwile które razem przeżyli , nigdy nie chciał aby znikła z jego życia – do dzisiaj uważa ją za żonę zgodnie z naszą katolicką wiarą i zasadami. Wciąż uważa ją za piękną i wartościową kobietę ,która jednak zbłądziła, która postępuje niegodnie, która sama stała się ofiarą i niewolnicą systemu antyrodzinnego. Naprawdę i szczerze jej współczuje bo wie ,że takie nienaturalne , sztuczne i irracjonalne zachowania są trudne dla psychiki. Oczywiście nigdy podłych czynów tata nie będzie tolerował i udawał ,że ich nie ma. Nie wieżę ,że tak przyziemny motyw finansowy jedynie pcha żonę w to bagno. Oprócz zniewolenia związanego umową adwokacką zapewne byli teściowie mający deficyt finansowy popychają w to córkę usilnie chcąc “pomóc” a ich pokrętne i fałszywe tłumaczenia “musisz to robić dla dzieci” dodatkowo wplątują w to niewinne mające już własne życie dzieci. DZIADKOWIE - MACIE SWÓJ BIZNES I PLAN LECZ MOICH SYNÓW DO TEGO NIE MIESZAJCIE !